KSIEGA

LINKI

Cebulka
IZA
seriale online
uzależnienie
THE JUNKERS
plotki, ploteczki

DAWNO I NIEPRAWDA

2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



Blog.pl

design by gingery

image from pbase.com


pierdoły


Link 08.05.2012 :: 22:15 Komentuj (0)
echem odbijają mi się słowa "jak nie wydasz na pierdoły..."

czy kupienie ręczników, mydła, płynu do mycia okien, małego świecznika, zabawki dla dziecka, kilku par body czy lakieru do włosów to jest wydawanie kasy na pierdoły? zawsze myślałam, że to jest wydawanie "kasy na życie" właśnie a pierdołą można nazwać taksówkę po imprezie, miliard alkoholu w pubie czy kawa latte w najmodniejszej kawiarni w mieście...
chcialabym zeby mężczyźni potrafili definiować słowo pierdoły w ich mniemaniu. bo może niezbędnikiem domowym okaże się butelka dobrej whiskey zamiast np płynu do naczyń tudzież syropu na kaszel i rolki papieru toaletowego..

mam zagwozdkę na wieczór, nie ma co...

<3


Link 23.03.2012 :: 20:28 Komentuj (0)
Fotosik darmowy hosting obrazków

how do you feel?


Link 21.03.2012 :: 19:42 Komentuj (0)
Patrząc w lustro widzę 37-latkę z podkrążonymi oczami...


Link 10.03.2012 :: 13:10 Komentuj (0)
radzę sobie, nie mogę powiedzieć, że nie. Jednak jest tyle "ale", które stawiają mnie w niekomfortowej sytuacji, że mam ochotę rzucić wszystko w cholerę i biec przed siebie..
Gdy juz zaczyna wszystko mieć ręcę i nogi mój ojciec jest zły że mały odstawia histerię gdy ten, wiezie go rano do babci. Więc wożenia go rano już nie będzie. Trudno damy radę. Teraz będzie już coraz cieplej więc wstawanie o tej 5:30 nie będzie takie okropne.
Chciałam spędzić wieczór ze znajomymi - ok, Seba został u moich rodziców (wcześniej miałam 2 wolne dni które spędziłam z dzieckiem więc to nie jest tak, że nie spędzam z nim czasu i oddaje komu się da). Oczywiście zgodzili się ale o 23 dostałam telefon od mamy (mieszka w bloku obok) że pewnie mam niezłą libację w domu i ciekawe w jakim stanie przyjde o 7 rano po dziecko. Oczywiście przyszłam w stanie normalnym gdyż wypiłam 3 piwa w przeciągu 5 godzin i wstałam bez problemu o 6rano. A libacji nie było, gdyż w tak małym gronie (głównie damskim) ciężko robić LIBACJĘ, gdy w pokoju obok śpi ojciec naszego współlokatora..
Więc mama i tata patrzą na mnie krzywo. Babcia na szczęście jest bardziej wyrozumiała, jednak też nie jest dyspozycyjna tak, jak mówiła mi że będzie zanim zdecydowałam się pójść do pracy. Miała opiekować się starszą panią 2h dziennie a spędza u niej całe noce i jeździ 2x dziennie na kilka godzin. Czasami zabiera małego do tej kobiety, ale chyba zrozumiałe jest że chodze cała zdenerwowana wiedząc że moja babcia musi opiekowac się moim mega żywym dzieckiem i jednocześnie starszą panią, która juz nawet sama nie może chodzić. Więc i zmienianie pieluch ma podwójne.. mam przez to wyrzuty sumienia, czuję żal a do głowy przychodzą mi bardzo złe myśli...

No i jeszcze nasz wspaniały lokator, który wczoraj zapomniał... wyjąć klucza z drzwi!!! dzisiaj rano wychodząc z domu znalazłam klucz w drzwiach od zewnętrznej strony! całą noc pęk kluczy wisiał w drzwiach i w każdej chwili ktoś mógł wejść okraść, zabić, zgwałcić i nie wiadomo co jeszcze.. nie wspominając już o tym, że gdy zamknie się drzwi od zewnątrz to nie można wyjść z domu..

cały ten opis tworzy obraz biednej Poli, która z niczym sobie nie radzi i moje "mega ogarnięcie" pęka jak bańka mydlana.. dziwne że jeszcze nie płakałam, nie rozkleiłam się i nie załamałam. Nadal robię rano makijaż, robię zakupy i uśmiecham sie do dziecka. Ale wiem że bardzo głęboko w środku tworzy się wielka kula ognia. I wiem, że bedzie ciągle rosła i w końcu dojdzie do tego, co na razie udaje mi się tłumić i to dość skutecznie..

papierosy i przemęczenie pozwalają mi uciekać od najgorszych myśli, ale dziś mam ten "gorszy dzień"

away


Link 05.03.2012 :: 10:04 Komentuj (0)
Pojechał..

jeszcze to chyba do mnie nie dotarło bo znoszę to znośnie :) tzn. pożegnanie było okropne, łzy leciały ciurkiem. Potem zajęłam się sprzątaniem, liczeniem dni i oglądaniem seriali on-line. Wieczorem było mi smutno, a jak się położyłam to łzy znów poleciały. Na razie czuję się jakby po prostu pojechał na koncert i zaraz wróci..
Boję się momentów kryzysowych kiedy będe szlochać w poduszkę i przestanę dbać o cokolwiek - poczuję bezsens.. ale obiecałam sobie że ten czas ma mnie zmotywować do działania. Sama MUSZĘ sobie poradzić i wiem, że dam radę tylko... nie mogę za dużo myśleć bo to mnie zgubi. Dlatego bardzo się cieszę że mam pracę i bałagan w domu bo jest co robić. Wieczorne kryzysy załatwimy spędzając czas przy komputerze i rozmawiając długo,długo..

do Wielkanocy już niedaleko, a słońce za oknem mnie w tym utwierdza...

życiowa szansa..


Link 24.02.2012 :: 08:17 Komentuj (0)
Darecki dostał życiową szansę i myślę, że w ciągu 10 najbliższych dni skorzysta z niej. Otóż, dostał pracę w Danii i już wczoraj widziałam jego podniecenie, świecące oczka i radość, że w końcu wyrwie się "stąd". Chodzi nie tylko o jego obecną pracę. On tam po prostu odpocznie. Ode mnie przede wszystkim i nie są to moje domysły - kiedyś mi to powiedział.
Wracać będzie pewnie co 1,5 miesiąca (częściej nie będzie się mu opłacało) i.. wiem co kasa robi z ludźmi.. wiem jaki jest Darek, gdy nie trzeba oszczędzać i martwić się o kredyt. Przez ten tydzień, który będzie w domu będzie trzeba zagrać próbę, odwiedzić znajomych, napić się ze starym przyjacielem i zajrzeć do rodziny na kawę. Będzie trzeba pozałatwiać sprawy w urzędach i... no właśnie, czas minął, pora się pakować i wracać...
Za pół roku nie będziemy mieli wspólnych tematów.. jego obecność będzie mnie irytować bo wiem jak było, gdy był w Gorzowie. Wracał na weekendy i wszystkie rzeczy robione po mojemu próbował przestawiać po swojemu. Między nami nie ma słowa KOMPROMIS, bo przecież gdyby był to chociaż raz usłyszałabym pytanie "co myślisz o tej pracy w Danii", a tymczasem został mi przedstawiony fakt i mam go zaakceptować. Nawet nie mam wyjścia bo nie mam dokąd iść...
Ryczę w łazience, bo nie dam mu tej satysfakcji, żeby widział jak mi źle. On ma to gdzieś bo to JEGO SZANSA na lepsze życie. Ja zawsze wolałam "skromnie, ale razem". Nie mogę mu zabronić jechać bo.. po pierwsze porówna mnie do... kto ma wiedzieć ten wie.. po drugie będzie wielka awantura i nawet jeśli nie pojedzie to ja z pewnością mocno tego pożałuję a po trzecie skoro go kocham to chcę żeby był szczęśliwy. Szkoda tylko, że on nie myśli podobnie..


aaa piszę ten post w wielkich emocjach, łzy mi ciekną bo zostanę SAMA!!! sama z dzieckiem a to oznacza - praca-dom-praca-dom. A z tą pracą to tez tak nie do końca bo musze porozmawiać z moim menago czy w ogólę pozwoli mi pracować tylko na jedne zmiany i czy będzie wyrozumiały... niby grafik elastyczny ale rzadko moje dyspozycje są respektowane... co to będzie!!!

nie chce mi się wstawać z łóżka, przytyłam 2kg i czuję się fatalnie. boli mnie głowa, jestem ospała, nie chce mi się czytać, oglądać filmów i żyć aktywnie... nic nie jest w stanie dać mi kopa w tyłek, żebym się ogarnęła. Nie mam przyjaciół i nie chcę ich mieć, unikam ludzi i dobrze mi z tym...

mam strasznego doła :(

mężczyzna idealny


Link 18.02.2012 :: 09:15 Komentuj (0)
Łapię się na tym, że w chwilach kryzysu zaczynam marzyć. To mnie uspokaja i odwraca uwagę od problemu, a dzięki temu mogę w miarę szybko zasnąć. Gdy mam chandrę, albo gdy w domu mamy Niemców, kładę się do łóżka i wymyślam.
Wymyśliłam sobie mężczyznę idealnego. Absurd, śmiech i wielki żal, ale tak sie stało. Nie ma on imienia, ani żadnych szczególnych cech wizualnych. Nie wiem czy jest wysoki czy niski, blondyn czy brunet, oczy niebieskie czy zielone... nie wiem czy jest szczupły czy gruby, po prostu nie to jest ważne.. Nigdy nie próbowałam go do kogoś upodobnić ani wzorować. Jest sobie jakaś tam wymyślona postać i już.
I gdy jest bardzo źle, zamykam oczy i myślę sobie, co ten "mój Mężczyzna Idealny" zrobiłby w tym momencie. Po prostu zaczęłam w myślach określać dokładniej czego oczekuję od partnera. Są to naprawdę banały, ale skoro zaczynam marzyć o czymś takim, a nie o np wyjeździe na Karaiby, oznacza to chyba, że jest to dla mnie ważne.
Przykładów jest wiele - gdy wracam z pracy o 2 w nocy a pobudkę mam o 7 rano, marzę sobie że mój MI robi mi kawę i idzie do sklepu po bułki. Śniadanie robię ja, ale przecież taka pobudka mobilizuje. Marzę o spacerze po Wałach Chrobrego i widzę tam nas jak MI i Seba biegają po trawie a ja siedzę z boku na murku i patrzę z uśmiechem na nich a słońce razi mnie w oczy. Czuję to szczęście! Oczywiście kłótnie z MI też się zdarzają, ale w moich myślach MI po awanturze mnie przytula. Banalne prawda? A tak bardzo czasami potrzebne..
Mam trudny charakter, rzadko ustępuje i nie przyznaje się do błędów. Do tego wszystkiego jestem codziennie uświadamiana (przez samą siebie jak i inne ŻYCZLIWE mi osoby) że matką dobrą nie jestem. Teraz już o tym jestem przekonana. Nie potrafię być dobrą mamą. Popełniam tyle błędów, że to wszystko wymyka się spod kontroli. Nie potrafię i się zniechęcam. Do tego stopnia, że nie chcę siedzieć w domu. Wychodzę do pracy godzinę przed czasem i siedzę tam czasami na siłę dłużej. Oczywiście marzę o ciepłym łóżku i wyspaniu się, ale skoro to niemożliwe to wolę zarabiać niż się męczyć.
MI jest wyrozumiały. Wie, że mam prawo zapomnieć, popełnić błąd i że nerwy ponoszą każdego. Nie wytyka mi, że jestem bałaganiarą bo wie, że jeśli jest bałagan to wynika to z mojego braku czasu bądź zmęczenia. MI często się uśmiecha i mnie przytula bez powodu. Nie popadam w idealizowanie i nie oczekuje kwiatów do łóżka w każdą niedzielę. Ale bardzo chciałabym, żeby niedziela była naszym dniem rodzinnym. Spacer, rozmowy, wspólny obiad. Dzień bez komputera, telewizora i znajomych. Tylko my. MI lubi spędzać tak czas, chętnie zabiera nas do lasu i robimy sobie piknik. Albo jedziemy sami na rowery, albo po prostu spacer po Kasprowiczu z przerwą na odpoczynek na trawie, na środku parku. Wydziwiam? zależy dla kogo, bo widzę, że dla znacznej większości osób to, co właśnie piszę to chleb powszedni. Więc co zrobiłam nie tak, że tak się ułożyło?
Zdaję sobie sprawę, że nie idzie mi to tak, jakbym chciała. No ale czy to jest powód, żeby na każdym kroku mnie utwierdzać w tej beznadziejności? Gdy chcę wyjść na imprezę, mam wyrzuty sumienia, że zaniedbuję dom.. gdy padam ze zmęczenia i marzę o tym, żeby pospać do tej 10 czuję się jak leniwa suka... Czyste sumienie mam tylko wtedy gdy wrócę późno w nocy z pracy i wstanę o 7 rano, aby zająć się dzieckiem, zrobić śniadanie, wstawić 2 prania, posprzątać kuchnie i łazienkę i zrobić obiad przed 15, bo o tej godzinie znów wychodzę do pracy. Wolne dni spędzam na "generalnych porządkach" które i tak nigdy nie mają końca. Źle mi z tym, ale gdybym przestała to robić umarłabym chyba z poczucia beznadziejności.. jestem nieprzydatną kobietą. Brakuje mi tylko papilotów na głowie i brak zęba bo papierosy palę i nieszczęście w oczach też mam. Moja wiecznie niezadowolona mina powoduje, że czuję nienawiść do samej siebie, a słownictwo jakim operuje... o to właśnie była wczorajsza awantura. Moja wina, nie powinnam mówić tyle "kurwa" ale uświadomiło mi to po raz kolejny jak beznadziejna w oczach Darka jestem. a wiadomo, że jego oczy to moje lustro i przez to nienawidzę siebie jeszcze bardziej!! W oczach MI byłabym piękna. Pod każdym względem.


Link 07.02.2012 :: 19:22 Komentuj (0)
rozsypałam się trochę i muszę się pozbierać. Teraz jestem na etapie zbierania siebie i intensywnego rozmyślania, co dalej. Potrzebuję pomysłu, idei. Nie pomaga mi w tym osoba, która powinna/mogłaby. Hmm.. muszę liczyć tylko na siebie i obmyślać taki plan, jakbym na świecie była sama. Bo kto wie co będzie ?

why człowieku, men...!?


Link 18.01.2012 :: 09:58 Komentuj (0)
Czym sobie zasłużyłam, że dostałam grypy żołądkowej i przez całą noc siedziałam na kiblu wymiotując do miski/zlewu?
Co takiego złego zrobiłam, że zaraz po grypie żołądkowej dopadła mnie jakaś infekcja gardła/płuc i kaszlę jak stary gruźlik i przez to nie przesypiam nocy?
Kogo skrzywdziłam tak bardzo, że za karę moje dziecko jest chore tak samo jak ja i przez to, nie mogę w nocy spać bo się martwię gdy słyszę jak się niemal dusi od kaszlu?

Kiedy w końcu ten zły okres minie i będę mogła ogarnąć siebie i mieszkanie, żeby więcej nie słyszeć głupich docinków (docinek?) Darka i tego jego spojrzenia pełnego pogardy?!


żeby jednak nie dramatyzować muszę napisać, że ostatni czas i tak był dla mnie dość łaskawy, a biorąc pod uwagę ostatnie 2 lata - teraz mam bardzo dobry czas, mój czas!

koncert okazał się sporym sukcesem, wygrałam pracowniczy konkurs, zaczęłam ogarniać swoje cele i stworzył się jakiś zarys mojego wielkiego jak zawsze planu. Brakuje mi tylko sobotnich/niedzielnych leniwych wieczorów w łóżku z lodami i dobrym filmem. Oczywiście wtedy, kiedy Seba już śpi a my na spokojnie półszeptem rozmawiamy przytuleni.
No ale kto chce się przytulać do dziewczyny, która albo biegnie co 5 minut do łazienki wymiotować albo tak kaszle że cały dom się trzęsie... :P

super!! super!! super!!


Link 02.01.2012 :: 13:53 Komentuj (0)
nowy rok przywitany najlepiej od lat 5. Dalszych nie pamiętam, więc może i najlepiej w życiu? w każdym razie było super a radość trwa do teraz. W sumie dzisiaj mogłabym mieć jeszcze wolne, no ale bez większego bólu idę do pracy bo humor mam ok.

Cieszę się, że tyle mi się udało osiągnąć. Że nie spadłam do poziomu lansu na książki Łysiaka, nie stałam się kociarą jak wszystkie moje koleżanki i nie biegam z lustrzanką na szyi po mieście. Do lustrzanki, kotów i Łysiaka nic nie mam. Chodzi mi o sposób przedstawiania swojej osoby jako kogoś wyjątkowego z mega pasją i inteligencją.

I w tym pięknym 2012 roku zyczę sobie, abym:
- nie sprawiła sobie kota,
-nie robiła sobie zdjęć z książkami w tle albo w ręku,
-nie krzyczała do kolegów mojego faceta, że mam za małe cycki i czy oni też tak sądzą
-nie lansowała się tym, ile kosztują moje ubrania i jaką drogą bieliznę kupił mi mój mężczyzna
- olała ludzi na ktorych mi totalnie nie zależy.

Reasumując- chcę być nadal sobą, taką jaką jestem dzisiaj i byłam wczoraj. Nie dac się ponieść jakiejś głupiej zabawie w coś. Nie obchodzi mnie wystój mieszkania znajomych, nowa sukienka koleżanki z pracy czy cena butów sąsiadki. Są rzeczy o wiele ciekawsze na tym świecie. Teraz chcę się skupić na tym, co mam ja. Mam siebie, cudowne dziecko i kochanego chłopa i niech tak będzie. I dobrze, że Darek ogolił w końcu brodę :) wolę go takiego jak dziś :D

noworoczne, jak co roku


Link 30.12.2011 :: 00:00 Komentuj (0)
- kupować 1 książkę miesięcznie i rozwijać swoje zainteresowania
- zrobić kolejny tatuaż (najpiew potrzebuję uzbierać sporo gotówki..)
- zrobić remont przedpokoju (to jeden z tych celów, który nie udało mi się zrealizować w roku 2011)
- schudnąć kolejne 10kg ( udało się 8kg zrzucić więc i 10 się da)
- ściąć w końcu włosy (rosną i rosną a ja nic z nimi nie robię i okazuje się że włosy mam już za łopatki a każdy dawno niewidziany znajomy to komentuje, bo przecież Poli i długie włosy?!?!)
- zrobić prawko
- kupić wszystkie ważne rzeczy, które mam zapisane na kartce na lodówce
- ogarnąć się w końcu i zorganizowac tak,żeby wieczorem po pracy mieć jeszcze siłę na taką bzdurę jak np. przyszycie guzika, naprawienie drzwiczek w szafce czy przesypanie produktów spożywczych do pojemników (zrobionych ze słoików po kawie:) ). teraz po pracy jest tak, że nie chce mi się nawet zmywać makijażu i wszystko robię z wielkim bólem, a zasypiam najpóźniej o godzinie 21...
- zadbać o zdrowie trochę bardziej niż obecnie
- zacząć zwracać uwagę na swoją garderobę..
- spędzać więcej czasu z Cebulkiem
- wyleczyć wszystkie ubytki w zębach (nie wiem ile tego dokładnie jest ale myślę, że inwestycja w uzębienie się opłaci.. szkoda tylko że plomby światłoutwardzalne są tak cholernie drogie!!!)
- zadbać o skórę ciała i głowy. Niestety cierpię na pewną dolegliwość która najbardziej daje się we znaki w okresie zimowym i jedną z metod "leczenia" tego problemu jest chociażby wizyta w solarium. ale bez przesady oczywiście...

jest tego dużo więcej ale mój mózg nie jest w stanie na raz wszystkiego spamiętać więc inne cele zapiszę sobie na kartce i schowam do portfela :)


Link 22.12.2011 :: 19:34 Komentuj (0)
Chciałam magicznych świąt a będą.. sama nie wiem jakie! Nie mam czasu na porządki w mieszkaniu, nie mam czasu na porządki siebie samej. Wzięłam za dużo na siebie. Bardzo chciałam takiego życia a teraz, gdy je w końcu mam, opadam z sił. Brakuje mi snu do tego stopnia, że chodzę wściekła, krzyczę, przeklinam i czepiam się każdego! Oczywiście wcześniej tłumaczyłam to sobie brakiem magnezu, a jak! Teraz jestem pewna, że to zwykłe przemęczenie. Nie chce mi się nic. Mieszkanie wygląda obrzydliwie, nienawidzę tu siedzieć w takim syfie, ale gdy tylko zacznę sprzątać, chodzi za mną taki 82cm człowieczek i bałagani na nowo. Syzyfowa praca. Nie jestem w stanie posprzątać, nie jestem w stanie nawet ogarnąc w połowie mieszkania, nie mówiąc już o jakichś świątecznych akcentach, które tak niegdyś lubiłam. Jest bylejak. Moje libido spadło do zera, moje chęci na życie towarzyskie też są żadne i nawet piwko wieczorem na odprężenie czy lampka wina mnie nie kręcą. Czytanie książek mija się z celem bo po 15minutach oczy mi się zamykają. A zawsze gdy sobie założę rano, że "dzisiaj w pracy zasuwam jak mrówka to może wcześniej skończę" okazuje się, że pracy jest jeszcze więcej i zasuwam jak mrówka a kończę znowu 2 h później niż mam w grafiku.
Więc marzę o tym, żeby ten rok się skończył, żeby ta gorączka nie wiadomo za czym odeszła i żeby wreszcie nastały spokojne dni. Takie leniwe i "ciepłe" ...


Link 13.12.2011 :: 08:52 Komentuj (0)
Korzystam z chwili kiedy młody jeszcze śpi (wyjątkowo dlugo jak na niego więc zaczynam rozmyślania, czy czasem nie jest chory bo ja owszem...)
Zaczynam powoli składać w jedną całość moje postanowienia noworoczne. Jeśli chodzi o te, z zeszłego roku to muszę przyznać, że jestem z nich całkiem zadowolona bo znaczną część udało mi się spełnić. Tempo, jakie sobie narzuciłam jest dość duże ale wolę tak, niż żyć w sposób, jaki mi był dany przez ostatni rok. Praca jest - to super, dziecko ładnie się chowa - jeszcze lepiej, a reszta jakoś się układa albo się ułoży. Skupiam się na innych sprawach niż kiedyś, stałam się jednostką, która sama o sobie decyduje i jako priorytety stawia swoje potrzeby. Czasami mam z tego powodu wyrzuty sumienia ale gdy spojrzę wstecz wiem, że niepotrzebnie...

tylko strasznie dużo przeklinam i nie mogę tego zwalczyć.. a dziecko rośnie i niedługo zacznie rozumieć, powtarzać.. :(


Link 31.10.2011 :: 09:13 Komentuj (0)
Wczoraj miałam cudowny dzień! tak cudowny, że aż trzeba się pochwalić! Chciałabym tak zawsze! Nie chodzi o to kino, o ten koncert i pizzę w środku nocy. Chodzi o ten czas, który spędziliśmy razem, rozmawiając i mając przy tym świetny humor :) love, love, love :) po trzech latach w końcu coś odżywa we mnie.. wystarczy odrobina wysiłku i związek może wrócić na właściwe tory ;)

ale najbardziej ubawiło mnie to, jak wróciliśmy do domu i powiedziałam "jestem tak zmęczona że jak tylko przytulę głowę do poduszki to odpłynę", na co Darek stwierdził "a ja czuję się ok, jeszcze jakiś film w tv obejrzę". Po około 10minutach od tych słów obudziło mnie głośne chrapanie Darka :)

szkoda, że dziś nie mamy wolnego dnia..pójdziemy z Sebą na spacerek po tatę bo dzisiaj blisko pracuje a później wrócimy do domu, zjemy obiad i mama leci do pracy...

a dziś halloween, więc taki mały akcencik :




Link 26.10.2011 :: 19:47 Komentuj (0)
Nie mam totalnie na nic czasu... takie wieczory jak dzisiejszy miewam rzadko..a i tak czeka na mnie składanie ubrań, wieszanie prania, mycie naczyń i ogarnięcie zabawek z podłogi... Darka nie ma więc tak naprawdę to mój czas dla siebie... choć gdyby był, ja wyszłabym na aqua aerobik i saunę bo tam relaks jest na zupełnie innej płaszczyźnie..
Ogólnie poza zmęczeniem i brakiem czasu to nie mam na co narzekać. Zastanawiam się tylko czy Darek pamięta że rok temu obiecał mi, że w najbliższą niedzielę wynagrodzi mi to, jak potraktował mnie rok temu... nie chcę do tego wracać ale liczę że pamięta, że ja pamiętam :)

Seba śpi więc i ja zaraz w poziomie obejrzę kolejny odcinek Gotowych na wszystko. No, może nie tak zaraz.. przecież są jeszcze ubrania do złożenia, pranie i naczynia...i zabwaki...